Chcieli zostawić je ministrowi Stefanowi Krajewskiemu. Ochrona nie pozwoliła im wejść do gabinetu, więc rozwścieczeni gospodarze rzucili worek o podłogę. Ziemniaki i kapusta rozsypały się po holu ministerstwa.
- Jestem obywatelem Polski, więc proszę, otoczcie nas kordonem i zaprowadźcie do ministra. Panie Krajewski, to dla pana. Może pan mnie obciążyć kosztami, ale niech pan z tych niemieckich ziemniaków i kapusty przygotuje obiad na dożynkach w Spale dla PSL-u. Smacznego! - mówił rolnik, rzucając worek. Gdy ochrona nadal uniemożliwiała wejście do gabinetu, dodał ostro, że to nie koniec.
- Ja mam tego dość. Przyjdziemy siłowo. Na dożynkach też się pojawimy, żeby pan zobaczył, że to wszystko, co wyprodukował polski rolnik, dziś musi zaorać. Więc, panie Krajewski, to jest dla pana - zaznaczył.
Oprócz tego mocnego gestu rolnicy alarmowali, że polskie rolnictwo stoi na krawędzi. Nie kryli oburzenia na obecną sytuację w rolnictwie i ostrzegli, że zbliża się fala protestów.
Ziemniak z Niemiec po 10 gr. Polskich nikt nie chce kupić
Wiele emocji wzbudził też temat warzyw. – Polski rolnik nie ma gdzie sprzedać ziemniaka, marchwi czy buraka. A tymczasem do kraju wjeżdża każda ilość taniego towaru z Niemiec – mówił Tomasz Ognisty, rolnik z Opolszczyzny.
Ognisty trzymał w ręku plik wydruków z internetu. – Tutaj czarno na białym widać: firmy oferują skup każdej ilości niemieckich warzyw. I to trafia na nasz rynek przy cichej zgodzie ministerstwa – dodał.
Ognisty opowiadał, że sprawdzali te oferty, dzwonili pod numery telefonów. – Cena w Niemczech to jakieś 10 groszy. My w Polsce nie sprzedamy nawet po 20–30 groszy, bo nikt nie chce kupić – mówił.
Rolnicy przekonują, że niemiecki rząd dopłaca do nadwyżek. – Słyszymy, że rolnikom bardziej opłaca się wystawić fakturę na sprzedaż do Polski, niż utylizować towar. Resztę pokrywa państwo. A my zostajemy z pełnymi polami – wyjaśniał.
– Codziennie odbieram telefony: „po co mamy kopać ziemniaki, skoro nie ma komu ich sprzedać?”. To dramat. Plony gniją w ziemi, a w sklepach ceny są kosmiczne. Społeczeństwo płaci kilka złotych, a producent dostaje grosze – podkreślał Ognisty.
Pokazał też worek ziemniaków sprowadzonych z Niemiec. – To kosztuje grosze. Po konferencji chcemy zanieść je ministrowi Krajewskiemu, niech zrobi z nich obiad na dożynki w Spale – ironizował.

