Na 15 hektarach nie widzieli dla siebie przyszłości
Gospodarstwo rodziny Kalinów w Jankowie Przygodzkim przez lata wyglądało podobnie jak wiele innych gospodarstw w regionie. Dominowała produkcja trzody chlewnej i utrzymywanie bydła, a areał stopniowo powiększano z kilku do około 15 hektarów. Historię rodziny i rozwój produkcji boczniaków pokazała w swoim materiale Magdalena Szymańska z Kanał Rolniczy PL.
Z czasem stało się jasne, że przy takiej powierzchni coraz trudniej będzie zapewnić rodzinie stabilne utrzymanie. Rosnące koszty produkcji, ograniczone możliwości rozwoju i niewielki areał sprawiały, że przyszłość gospodarstwa stawała się niepewna.
– Na tak małym gospodarstwie nie było możliwości zarobienia takich środków, żeby można było utrzymać rodzinę – wspomina Zbigniew Kalina. Właśnie wtedy rodzina zaczęła szukać zupełnie nowego kierunku. Wybór padł na boczniaki – produkcję niszową, która w tamtym czasie wciąż była w Polsce mało popularna i dla wielu rolników wydawała się ryzykowna.
Początki były bardzo trudne i bardziej przypominały eksperyment
Rodzina próbowała samodzielnie produkować grzybnię, testowała różne rozwiązania i uczyła się technologii praktycznie od podstaw. Pierwsze partie produkcji były niewielkie, a zdobywanie odbiorców trwało latami.
Kalinowie podkreślają, że przez długi czas rozwijali gospodarstwo bardzo ostrożnie. Każda kolejna inwestycja była dokładnie przemyślana, bo przy niewielkim gospodarstwie trudno było pozwolić sobie na kosztowne błędy.
Przez 10 lat uczyli się wszystkiego sami
Rozwój gospodarstwa nie nastąpił nagle. Pierwsze lata były przede wszystkim okresem intensywnej nauki i zdobywania doświadczenia. Rodzina samodzielnie opracowywała technologię produkcji podłoża, sposób prowadzenia uprawy oraz organizację całego procesu. – Sami musieliśmy to opracować, wymyślić i udoskonalić – mówi właściciel gospodarstwa.
Produkcja boczniaków wymaga bardzo dużej precyzji i kontroli warunków. Znaczenie ma temperatura, wilgotność, jakość słomy oraz odpowiednie prowadzenie całego procesu technologicznego. Nawet niewielkie błędy mogą wpływać na wielkość i jakość plonu.
Dużą rolę odegrały również wyjazdy zagraniczne. Razem z córką Patrycją Zbigniew Kalina odwiedzał gospodarstwa w Europie Zachodniej i obserwował nowoczesne rozwiązania stosowane w produkcji boczniaków. Wiele z tych technologii udało się później dostosować do realiów polskiego gospodarstwa. – Patrzyliśmy, co dzieje się w Europie Zachodniej i w jaki sposób tam produkują. Później przełożyliśmy to na nasze możliwości – podkreśla właściciel.
Dziś każdy z członków rodziny odpowiada za inną część działalności. Zbigniew Kalina zajmuje się przygotowaniem podłoża i kontrolą parametrów produkcji. Jego żona odpowiada za zbiory, konfekcjonowanie i przygotowanie grzybów do sprzedaży. Córka prowadzi administrację, księgowość i rozwija systemy komputerowe wspierające zarządzanie produkcją.
Dziś ich gospodarstwo bardziej przypomina nowoczesną fabrykę
Nowoczesna boczniakarnia rodziny Kalinów dziś bardziej przypomina zaawansowany zakład produkcyjny niż tradycyjne gospodarstwo rolne. W halach przez całą dobę kontrolowane są temperatura, wilgotność oraz poziom dwutlenku węgla. Produkcja odbywa się praktycznie bez przerwy, a każdy etap wymaga bardzo dużej dokładności.
Jednym z najważniejszych filarów działalności gospodarstwa jest produkcja substratu, czyli podłoża do uprawy grzybów. Obecnie możliwości produkcyjne sięgają nawet 350–400 ton tygodniowo. Równolegle gospodarstwo produkuje również same boczniaki.
Cały proces rozpoczyna się od odpowiedniego przygotowania słomy. Musi ona zostać dokładnie pocięta, wymieszana i odpowiednio nawilżona. Następnie trafia do specjalnych tuneli, gdzie przez kilka dni przechodzi proces pasteryzacji i obróbki cieplnej.
Rolnicy podkreślają, że przygotowanie dobrego podłoża jest jednym z kluczowych elementów całej produkcji. Od jakości substratu zależy późniejszy rozwój grzybni, wielkość plonu i jakość gotowych boczniaków.
W gospodarstwie dużą wagę przywiązuje się także do automatyzacji pracy. Właściciele stale inwestują w nowe rozwiązania technologiczne oraz systemy sterowania, które pomagają kontrolować produkcję i ograniczać straty.
„To jest nasze żniwo”
Choć gospodarstwo jest dziś mocno zautomatyzowane, wiele najważniejszych prac nadal wykonywanych jest ręcznie. Dotyczy to przede wszystkim zbioru oraz selekcji boczniaków. Właściciele podkreślają, że nawet najlepsze systemy sterowania nie są w stanie zastąpić doświadczenia człowieka. Kostki z podłożem ustawiane na wielopoziomowych regałach. Po pojawieniu się zawiązków boczniaki trafiają do odpowiednich hal, gdzie dojrzewają już w ściśle kontrolowanych warunkach.
Każdego dnia pracownicy przechodzą między regałami ustawionymi w halach produkcyjnych i oceniają stopień dojrzałości grzybów. Boczniaki muszą zostać zebrane dokładnie w odpowiednim momencie. Zbyt wczesny lub spóźniony zbiór może wpływać na ich wygląd, trwałość i wartość handlową. Po zerwaniu grzyby trafiają do chłodni oraz sortowni, gdzie są przygotowywane do sprzedaży. Cały proces musi przebiegać bardzo sprawnie, ponieważ boczniaki należą do produktów wyjątkowo delikatnych.
– Jak mam worki obsypane grzybami, to aż się serce raduje. To jest takie moje żniwo – słyszymy w gospodarstwie.
Właśnie takie podejście do pracy pozwoliło rolnikom przez lata rozwijać gospodarstwo i utrzymywać wysoką jakość. W ich opinii w produkcji boczniaków ogromne znaczenie mają codzienna obserwacja, doświadczenie i wyczucie odpowiedniego momentu zbioru.
W tej produkcji nie marnuje się praktycznie nic
Rodzina Kalinów od początku stawiała na maksymalne wykorzystanie surowców i ograniczanie ilości odpadów. Zużyte podłoże po zakończeniu cyklu produkcyjnego trafia później na pola jako nawóz organiczny.
Rolnicy podkreślają, że regularne wykorzystywanie takiego materiału poprawiło strukturę gleby i zwiększyło zawartość materii organicznej. Dzięki temu pola utrzymują większą żyzność i lepiej zatrzymują wodę.
Wykorzystywane są także pozostałości po obróbce samych grzybów. Nawet korzenie boczniaków trafiają do zakładów przetwórczych przygotowujących farsze i produkty roślinne.
– Nawet są kiełbaski robione z korzenia – mówią właściciele gospodarstwa, podkreślając jednocześnie, że przez lata starali się stworzyć możliwie najbardziej zamknięty system produkcji, w którym straty są ograniczane do minimum.
„Takiej produkcji nie buduje się w kilka lat”
Przełomowym momentem dla gospodarstwa był rok 2014 i możliwość skorzystania ze środków unijnych. Dzięki temu udało się rozbudować hale, zwiększyć skalę działalności i wdrożyć nowoczesne rozwiązania technologiczne.
Dziś gospodarstwo rodziny Kalinów uznawane jest za jedną z najnowocześniejszych boczniakarni w Polsce, ale właściciele podkreślają, że zbudowanie takiej pozycji zajęło wiele lat pracy i zdobywania rynku.
– Taki rynek i taką produkcję buduje się stopniowo – mówi Zbigniew Kalina. Jak dodaje, najważniejsza jest jakość, powtarzalność produkcji i terminowość dostaw. Bez tego trudno utrzymać odbiorców i rozwijać sprzedaż.
Mimo dużej skali działalności rodzina nadal rozwija gospodarstwo i inwestuje w kolejne rozwiązania usprawniające produkcję. Właściciele nie ukrywają, że w tej branży nie można zatrzymać się w miejscu, bo rynek i technologia cały czas się zmieniają.
Materiał powstał na podstawie reportażu zrealizowanego przez Kanał Rolniczy PL.
