24 ha pomidora
Gospodarstwo Tomasza Szulca znajduje się w Kłodzie, w gminie Rydzyna, w powiecie leszczyńskim. Łącznie ma około 200 ha, z czego w tym sezonie 24 ha zajmuje właśnie pomidor gruntowy. Początki sięgają czasów pradziadków, którzy gospodarowali na kilku hektarach i utrzymywali bydło, trzodę chlewną oraz konie. W 2000 roku Tomasz Szulc przejął po rodzicach 20 ha.
Po rezygnacji z produkcji zwierzęcej trzeba było postawić na uprawy, które zapewnią dochód i pozwolą gospodarstwu się rozwijać.
– Jeżeli nie mamy produkcji zwierzęcej, szukamy takich upraw, które przyniosą dochód i dadzą możliwość rozwoju – mówi Szulc.
Gospodarz prowadzi przy tym produkcję w sposób zrównoważony. Jak podkreśla, wszelkie środki stosowane w uprawie są używane zgodnie z zasadami i etykietami, a gospodarstwo kieruje się również w stronę rozwiązań biologicznych.
Kilka odmian, różne terminy zbioru
Szulc nie stawia na jedną odmianę. Na plantacji znajdują się kreacje, które osiągają dojrzałość zbiorczą w różnych terminach, dzięki czemu zbiór można rozłożyć w czasie. W trakcie realizacji reportażu odmiana N6438 F1 była już zebrana, natomiast rozpoczynał się zbiór N4510 F1. Obok znajdowało się ponadto poletko doświadczalne z siedmioma innymi odmianami.
Gospodarz obserwuje odmiany w warunkach swojego gospodarstwa i na tej podstawie wybiera materiał do kolejnych nasadzeń. Znaczenie ma nie tylko potencjał odmiany, ale również jej zachowanie na konkretnej glebie i w danej lokalizacji.
– W pomidorze w pierwszej kolejności ważna jest odporność na choroby. Najgorsza jest zaraza ziemniaczana, która może zdziesiątkować plantację. Musi się jednak zgadzać również wydajność i trwałość owoców – podkreśla.
Areału nie zwiększa się dowolnie
W przyszłym sezonie pomidora mogłoby być więcej, ale wszystko zależy od kontraktacji. Odbiorcą surowca jest zakład w Pudliszkach. W tym sezonie kontraktacja została zmniejszona po ubiegłorocznej nadprodukcji. Decyzję o ograniczeniu podjęła grupa producencka wspólnie z zakładem. Jak wyjaśnia Szulc, chodziło o zagospodarowanie pozostałego koncentratu.
Dlatego areał w kolejnym sezonie będzie zależał nie tylko od możliwości gospodarstwa, lecz także od wielkości kontraktu.
Pomidor wraca na to samo pole co cztery lata
W gospodarstwie ważne jest również zmianowanie. Pomidor pojawia się na tym samym polu mniej więcej co cztery lata.
Po nim wysiewana jest kukurydza, następnie zboża. Dopiero po kolejnych uprawach pomidor wraca na dane stanowisko. Gospodarz wskazuje, że taki układ pozwala ponownie przygotować pole pod tę uprawę i zadbać o jego stan fitosanitarny.
Pomidor nie lubi ani piasku, ani zlewnej gleby
Szulc zwraca uwagę również na stanowisko. Problemem są zarówno bardzo lekkie, piaszczyste gleby, jak i ciężkie, zlewne.
Na piaskach woda szybko przemieszcza się wgłąb, co ma znaczenie przy stosunkowo płytkim systemie korzeniowym pomidora.
Rozsada trafia natomiast do gospodarstwa jako gotowa – jest kupowana w Grupie Producentów Rozsad Krasoń. Sadzenie rozpoczyna się po weekendzie majowym i trwa przez cały maj. Wówczas gospodarz chce zakończyć je do końca miesiąca.
Poplony, obornik i głębosz
Przygotowanie stanowiska zaczyna się po zbiorze poprzedniej uprawy. Na ściernisko po zbożach wysiewane są poplony, które pozostają na polu jesienią i zimą. Wiosną trafia tam obornik, a następnie wykonywane są kolejne uprawki. Przed sadzeniem stosowany jest głębosz, a po nim agregat. Wcześniej wykonywane są m.in. orka i włókowanie.
– Musimy zerwać warstwę zagęszczoną, żeby roślina miała odpowiednią ilość powietrza i wody – wyjaśnia gospodarz.
Po posadzeniu rozpoczyna się pielęgnacja międzyrzędzi. Pierwszy przejazd pielnikiem wykonywany jest po około tygodniu, a później zabieg powtarzany jest co 5–7 dni, aż do zamknięcia międzyrzędzi. W trakcie wegetacji stosowane jest również nawożenie dolistne i mikroelementy. Program ochrony i dokarmiania jest dostosowywany do przebiegu pogody oraz warunków na plantacji.
Wydajność 50–60 t/ha
Według Tomasza Szulca plonowanie zależy od odmiany i w jego gospodarstwie wynosi 50–60 t/ha.
Z tego względu, tak jak wspomianliśmy, przy wyborze odmian zdrowotność musi iść w parze z wydajnością i trwałością owoców.
Kombajn za 200 tys. zł
Zbiór odbywa się przy użyciu własnego kombajnu. Obecną maszynę gospodarz wycenia na około 200 tys. zł.
Nowy sprzęt to już znacznie większy wydatek. Według Szulca nowa maszyna kosztuje obecnie około miliona złotych, a nawet ponad milion. Operatorem kombajnu jest gospodarz. Obok pracuje ciągnik, którym od tego sezonu kieruje jego córka.
Od północy do wieczora
W sezonie dzień pracy nie zawsze zaczyna się rano. Jak mówi córka gospodarza, wszystko zależy m.in. od godzin dostaw do Pudliszek. Zdarza się, że pobudka przypada około północy. Przy wieczornym zbiorze wraca natomiast do domu około 19.30 i niedługo później idzie spać. – Jak wracamy około 19.30, szybko się kąpię, jem i około 21 już zasypiam – opowiada.
Jak dodaje, w sezonie na sen może pozostawać jej niewiele ponad pięć godzin.
Mimo takiego rytmu pracy córka gospodarza mówi wprost, że lubi tę pracę. – Lubię jeździć ciągnikami, lubię żyć tymi żniwami – pomidorowymi, truskawkowymi czy ogólnie żniwami. To jest taka cząstka mnie – mówi.
Jest jednak temat, w którym córka i ojciec nie są zgodni.
– Nie odpuszczę jazdy ciągnikiem. Walczę z tatą, bo tata mnie wysyła do szkoły, a ja nie chcę – przyznaje.
Pomidor jedzie do Pudliszek
Do zakładu w Pudliszkach jest około 40 minut jazdy ciągnikiem. Gospodarz dobrze ocenia współpracę i podkreśla, że odbiór towaru oraz rozliczenia przebiegają zgodnie z umową. Pomidory są sprzedawane za pośrednictwem grupy producenckiej liczącej około 150 członków. Poszczególni plantatorzy nie negocjują jednak warunków z zakładem indywidualnie.
– Nie negocjujemy ceny jako pojedynczy plantator. Robimy to jako grupa, jako jeden podmiot – mówi Tomasz Szulc.
To również na poziomie grupy podjęto decyzję o ograniczeniu tegorocznej kontraktacji.
Pomidor codziennie na stole
W sezonie pomidor pojawia się także w domu. – Codziennie jemy pomidora – czy to w sałatce, czy w innych potrawach. Przez cały okres, kiedy jest dostępny, jemy go codziennie – mówi gospodarz. Na 24 ha sezon oznacza więc nie tylko zbiór i kolejne dostawy do zakładu. To także codzienna praca całej rodziny. W tym roku córka po raz pierwszy uczestniczy w niej jako traktorzystka.
„To jest taka cząstka mnie.”
Zdjęcia: Anna Malinowski
Realizacja video i montaż: Michał Heluszka
