Co czeka produkcję warzyw szklarniowych w Polsce??

Dni Ogrodnika w Gołuchowie, które odbyły się w miniony weekend, były z jednej strony świętem całej branży szklarniowej, z drugiej miejscem do kuluarowych rozmów nad dramatycznie trudną sytuacją gospodarstw szklarniowy, od której trudno uciec. Od momentu, kiedy do problemów m.in. z brakiem pracowników, konkurencją ze strony tanich importowanych warzyw oraz rosnących kosztów produkcji dołączył kryzys węglowy – możemy mówić o zapaści branży szklarniowej. Pozostaje pytanie, czy i jak można poradzić sobie z tak głębokim kryzysem.

Niewiele jest sektorów gospodarki, o których można obecnie mówić, że są w rozkwicie, z wyjątkiem może zbrojeniówki, rafinerii, czy banków, które na razie notują rekordowe zyski, ale już niebawem także odczują  skutki recesji.
Trudności nie ominęły sektora rolniczego. Wystarczy na bieżąco śledzić fora dla rolników, żeby wiedzieć, że nastroje są dalekie od optymizmu. Każde krajowe gospodarstwo odczuwa podwyżki cen nawozów, paliwa oraz energii elektrycznej. Jednak sytuacja, w której znalazły się gospodarstw szklarniowe jest wyjątkowo trudna. Prowadzą one wybitnie energochłonną produkcję, dla której kluczowym surowcem energetycznym w naszym kraju jest nadal miał węglowy – wbrew temu, co sądzi i o czym opowiada w mediach minister rolnictwa Henryk Kowalczyk. 
Ogrodnicy prowadzący uprawy pod szkłem potrzebujące w ciągu sezonu minimum 500 t miału na każdy ha szklarni. W obecnej sytuacji nie są w stanie zabezpieczyć wymaganej ilości tego trudno dostępnego opału na kolejne nasadzenie.
Już sezon 2021/2022 był i nadal jest olbrzymim wyzwaniem, jednak wśród ogrodników duże były nadzieje na to, że latem kryzys zostanie zażegnany. Odegrany został niestety czarny scenariusz i zamiast poprawy sytuacji mamy do czynienia z jej pogorszeniem – ceny miału, w porównaniu z majem czy czerwcem br. jeszcze wzrosły, a z jego dostępnością nadal są olbrzymie problemy. Wyrazem frustracji jest wiersz napisany przez jednego z producentów szklarniowych z okolic Kalisza – pana Grzegorza Stefańskiego, którym dzielił się z innymi producentami szklarniowymi podczas Targów w Gołuchowie.

Autor: Grzegorz Stefański

Już w tym sezonie widać jakie są skutki radyklanego oszczędzania na opale, który, choć większość osób nie znających tajników uprawy pomidorów o tym nie wie, potrzebny jest do produkcji przez cały rok, nie tylko jesienią i zimą. Nawet w środku lata szklarnie są ogrzewane, przy jednoczesnym wietrzeniu, aby osuszyć powietrze z wilgoci. Zaniechania w tym zakresie skutkują szybkim rozwojem chorób, o czym można się przekonać w tym roku w szklarniach. 

Pojawia się pytanie, jakie są możliwości wyjścia z kryzysu? Bo na to, że zubożali na skutek inflacji oraz pojawiającego się na horyzoncie bezrobocia konsumenci zaakceptują ceny pomidorów na  poziomie, który pozwoliłby pokryć horrendalne koszty opału, nie ma co liczyć. 

Lato, było dla ogrodnictw szklarniowych standardowo okresem, w którym dzięki przychodom ze sprzedaży pomidorów i ogórków gromadziły zapasy opału na kolejny sezon

Pierwszym działaniem podejmowanym przez ogrodników jest radyklane skrócenie okresu uprawy – opóźnianie nasadzeń i wcześniejsze zakończenie sezonu. Drugim – oszczędzanie energii, wśród najpopularniejszych rozwiązań są: stosowanie podwójnych kurtyn, podwieszanie folii perforowanej pod dachem szklarni oraz instalacja osuszaczy powietrza, które usuwają z niego wilgoć, bez konieczności wietrzenia tj. wypuszczania ogrzanego powietrza na zewnątrz szklarni. Innym, bardziej wymagającym dla gospodarstw rozwiązaniem jest znalezienie alternatywy dla pomidorów i ogórków. Coraz częściej padają pytania o to, czy zastąpi je w szklarniach truskawka o zdecydowanie mniejszych wymaganiach termicznych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Wpisz swoje imię
Wpisz treść komentarza

Polityka Prywatności